|
Barbara Zielińska
PRZEZ LONDYN NA PIECHOTĘ
(Praca i Nauka za granicą Nr 100 - 19.10.2007)
Wystąpiła w kilkudziesięciu filmach i serialach. Najbardziej jest znana z roli Zofii Grzybowej w Plebanii. Zanim zrobiła jednak karierę w polskim showbiznesie, przez jakiś czas pracowała na Zachodzie
Cofnijmy się w czasie, Mamy połowę lat 80-tych. Londyn.
Dokładnie lipiec 1984 r. Pojechałam z narzeczonym do jego rodziny. Wcześniej trochę naiwnie wyobrażałam sobie, że jadę tam na wakacje, zwiedzać miasto. W ogóle nie myślałam o pracy. I nikt ode mnie nie wymagał, żebym do niej poszła. Tyle tylko, że wszyscy pracowali, więc po prostu było mi głupio nic nie robić. Kiedyś na jakiejś imprezie ktoś zapytał czy potrafię szyć. Potrafiłam. Wtedy ten ktoś powiedział, że załatwi mi pracę w pracowni krawieckiej.
Słowem polonijna norma, W końcu mało który Polak jeździł do Londynu na wakacje, zwłaszcza w tamtych latach.
W pracowni było ok. 20-tu dziewczyn, Polki, murzynki, Hinduski... Właścicielką była pani Ania, Polka od lat mieszkająca w Wielkiej Brytanii. Pierwsze dni były dla mnie wręcz szokujące. Wszystkie dziewczyny non stop pracowały, w dodatku w kompletnej ciszy. Nawet na przerwach rozmawiały półgłosem. Wiadomo, jak się wtedy pracowało w PRL-u. Stąd ten szokujący kontrast. Pani Ania zapytała, czy wolę szyć czy prasować. Wolałam prasować, bo szycie np. 60-ciu rękawów jest nudne. Lubiłam szyć ręcznie, więc czasami pomagałam dziewczynom przy naszywaniu różnych ozdób na pięknych sukniach.
Przecież prasowanie to chyba najgorsza robota?
Ja tak nie uważam. Niech pan spróbuje pięciokilogramowym żelazkiem wyprasować jedwab albo bluzkę z wieloma falbankami, zakładkami. To wręcz artystyczne zajęcie. Wzięłam się za to prasowanie z takim zapałem, że po kilku dniach dziewczyny powiedziały mi, że jeśli dalej będę tak szybko pracować, to jedna z nich będzie zbędna i wyleci z pracy. Poza tym jestem gadułą. Długo więc nie wytrzymałam i zaczęłam dziewczyny zagadywać. W efekcie rozruszałam je do tego stopnia, że po jakimś czasie w trakcie pracy wszystkie gadały i dowcipkowały.
Pomówmy o finansach. W latach 80-tych pieniądze zarobione na Zachodzie to dla Polaka była prawdziwa fortuna.
Pewnie, że były dla mnie ważne, ale nie najważniejsze. Ja jednak przede wszystkim przyjechałam do Londynu poznać miasto. I poznawałam. W dodatku w nietypowy sposób. W weekendy z narzeczonym i znajomymi jechaliśmy na peryferie metrem. Potem wracaliśmy na piechotę, zaglądając w różne ciekawe miejsca. Jeszcze z reguły zahaczaliśmy o jakieś puby. Czasem, gdy docieraliśmy do domu już świtało.
Lato '84 to jedyny londyński epizod w Pani życiu, czy były kolejne?
Owszem. Jeszcze kilka razy tam jeździłam do pracy w kolejnych latach. Ale nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, by tam zostać. Jestem patriotką i w Polsce jest moje miejsce. Poza tym - nawet w tych ponurych czasach - nie lubiłam, gdy ktoś źle mówił o moim kraju. Poznałam wielu wspaniałych Polaków, którzy w Wielkiej Brytanii mieszkają, lecz i wielu takich, którzy o Polsce wyrażali się nie najlepiej. Potwornie mnie to denerwowało, bolało i było mi za nich wstyd. Kiedyś młoda dziewczyna na jakimś przyjęciu powiedziała z takim mocnym angielskim akcentem: ,ja nie wracać do Polska, bo w Polska nie ma rajstopa i czekolada". Zapytałam, jak długo już tu jest. -Pól roku - odpowiedziała...
Rozmawiał: Damian Szymczak
Barbara Zielińska
SZYŁAM DLA KSIĘŻNEJ
(Tele Tydzień Nr 18 - 02.05.2005)
Ma w dorobku ponad 40 ról i epizodów. Od 4 lat gra w "Plebanii" Zofię Grzybową, wybuchową, kłótliwą i wpływową mieszkankę Tulczyna. Pojawiła się również w serialu "Samo życie", w którym zagrała matkę Kingi.
Słyszała Pani, że Grzybową z "Plebanii" porównują z posłanką Beger?
Kiedyś Grzybowa chciała zwołać komisję, która miała bronić księdza. Zagrałam wtedy dość ostro i jeszcze przerzuciłam warkoczyk do przodu. Chyba od tego czasu zaczęto mnie tak kojarzyć. Ale lepiej nie rozwijajmy tego tematu.
Wiem, że potrafi Pani mówić dużo, szybko i zajmująco, jak wielka Hanka Bielicka.
Zawsze uwielbiałam panią Hanię. Jako dziecko jeździłam na wakacje do babci na wieś i tam, popołudniami, gdy ludzie odpoczywali po pracy, próbowałam przed nimi odgrywać Hankę Bielicką. To były moje pierwsze publiczne występy.
Czy Pani mąż także jest aktorem?
Tak, Edward jest aktorem, ale nie pracuje w zawodzie. Zajmuje się impresariatem teatralnym. Sprowadza ze Szkocji angielskojęzyczne przedstawienia dla młodzieży.
Już w dorosłym życiu podobno pracowała Pani nie tylko jako aktorka?
Przed laty, gdy pracowaliśmy z mężem w Londynie, by zarobić na zakup mieszkania w Warszawie, zatrudniłam się w renomowanej pracowni krawieckiej. Szyliśmy suknie dla księżnej Sary Ferguson i bogato zdobione suknie ślubne dla bogatych Arabek. Szyć umiałam już wcześniej. Potrafię też wyszywać różnymi skomplikowanymi ściegami i robić na drutach.
Ma Pani dorastającą córkę. Czy chce być aktorką?
Martyna od roku jest w Stanach, gdzie wkrótce ma zdawać maturę. A u młodzieży plany na przyszłość potrafią się bardzo szybko zmieniać. Wiem, że ma artystyczne zainteresowania - bardzo dobrze śpiewa i rysuje. Od dziesięciu lat wyjeżdża z ojcem na festiwal teatralny do Edynburga, ale w teatrze interesuje ją jego strona plastyczna i organizacyjna.
Rozmawiał pKp
|
|