Małgorzata Potocka
WYCHOWAŁAM SIĘ WŚRÓD TAŚM
(Tele Tydzień nr 08 - 20.02.2006)



Lubiana aktorka, reżyserka i producentka filmowa. Niedawno zgłosiła się do konkursu na dyrektora Ośrodka Telewizyjnego w Łodzi... i wygrała!

Skąd pomysł udziału w konkursie na dyrektora Ośrodka Telewizyjnego w Łodzi?
Nie czułam się specjalnie rozrywaną aktorką. Zbyt dużo studiowałam w życiu skończyłam kilka fakultetów żeby ciągle się dobijać o propozycje, możliwości, realizację moich pomysłów. Kiedy usłyszałam o konkursie na dyrektora Ośrodka Telewizji w Łodzi, w której się urodziłam i przeżyłam wspaniałe dzieciństwo, serce mi zabiło. Mój ojciec byt scenografem filmowym, byłam dzieckiem wychowanym wśród taśm, w montażowniach, w halach scenograficznych. Nie myślałam nawet, czy chcę być tym dyrektorem, czy będę dobrym dyrektorem. Złożyłam papiery i wystartowałam. Kiedy zdałam pierwszy egzamin, poczułam taką adrenalinę, że natychmiast zaangażowałam profesorów z Warszawy, aby mnie nauczyli ekonomii, psychologii społecznej i zarządzania.

Zarządzanie Telewizją to wielkie wyzwanie!
Ja to lubię. Pędzę rano z chęcią i bez niechęci stąd wychodzę. Siedzę do późna, chcę widywać się ze wszystkimi ludźmi, którzy tu pracują. Chcę, aby ta telewizja była dobra. Programy, które nie mają oglądalności, zostaną zlikwidowane. Będę dążyć do tego, by łódzka telewizja była silna, miała jak najwięcej zleceń żeby była chętnie oglądana.

Doświadczenia producenta filmowego na pewno się przydadzą w zarządzaniu. A czy zamierza Pani realizować się tu również jako reżyserka?
Jako dyrektor wtrącam swoje trzy grosze do każdej realizacji. Chcę, by moja wiedza i umiejętności byty przydatne.

Jak się Pani czuje w nowej roli szefowej łódzkiej telewizji?
Fantastycznie! Miałam trochę stracha, ale przecież nie przyszłam znikąd. Pracowałam w wielkiej Telewizji na Woronicza.

A co z "Plebanią"? Będzie Pani dalej w niej grała?
Oczywiście! Jak mogłabym zostawić siedmioro serialowych dzieci?

Zamieszka Pani teraz w Łodzi?
Szukam mieszkania. Na razie śpię u przyjaciółki na rozkładanym materacu. Czuję się jak studentka. To odmładza.

Jest Pani teraz bardzo szczupła. Pracuje Pani nad swoim wyglądem?
Pracuję jak koń. Całe życie nie jadłam i byłam gruba. Znam wszystkie diety. Pewna dietetyczka powiedziała mi, że tymi dietami zniszczyłam swój metabolizm. Teraz nie stosuję żadnych diet, natomiast rano biegam osiem kilometrów i półtorej godziny dziennie ćwiczę Jogę.

Czy w negocjacjach z mężczyznami będzie się Pani starała wykorzystać swoją kobiecość, aby ich zmiękczyć?
Lubię pracować z mężczyznami, ponieważ oni są mną zaciekawieni, robię na nich wrażenie. Jestem aktorką spod znaku Lwa, lubię się popisywać. Lew jak widzi, że ma władzę, że robi wrażenie, jest twórczy, przekonujący i skuteczny. Ja w stosunku do mężczyzn jestem konkretna i szybsza od nich, chociaż wyglądam na szaloną Małgośkę. Wiem, czego chcę, nie ma zastanawiania się, przestoju na planie.

Od dawna nie jest Pani w stałym związku. Jaki musi być mężczyzna, żeby Panią sobą zainteresować?
Interesują mnie mężczyźni silni, którzy mają swoje pasje.

Czego nie wybaczyłaby Pani partnerowi?
Zdrady. Są kobiety, które wybaczają zdrady. Z perspektywy lat zastanawiam się, czy gdybym ostatniemu mojemu mężowi wybaczyła zdradę, to byśmy przetrwali. Jak byśmy żyli? Jak bym ja, z moją naturą, dała sobie z tym radę? Odpowiedź brzmi: nie dałabym sobie rady. Doprowadziłabym do zgnilizny związku.

Jakie ma Pani marzenia, oprócz stworzenia wspaniałej telewizji?
Chciałabym kiedyś zasłużyć sobie na Telekamerę Tele Tygodnia.

Rozmawiała: Halina Warchulska-Karolczak




Małgorzata Potocka
NIE WYCHODŹ ZA MĄŻ!
(Tele Tydzień nr 25 - 14.06.2004)



Jest osobą bardzo energiczną, pełną nowych pomysłów i prywatnie kompletnie nie przypomina Gosi, siostry zmarłej Zofii Tośkowej, której losy oglądamy w Plebanii.

Czy tę postać traktuje Pani jako rolę charakterystyczną?
Jak najbardziej. Tego typu rolę trzeba opracować w najdrobniejszych szczegółach, począwszy od kapci, które musz a być o numer za duże i z przydeptanymi piętami, a skończywszy na fartuszku. Powiedziałam pani kostiumolog, że niebieski fartuszek jest moim logo! (śmiech). Bez niego nie gram. A ona teraz przynosi ciuchy, składa z nich dwa stosy i mówi: ten jest dla ciebie, a ten drugi dla "normalnych"!

Efekt tej wciąż krzątającej się po kuchni Gosi jest znakomity. Jaki ma Pani odzew od widzów?
Z treści listów wynika, że Gosia cieszy się ogromną sympatią widzów. Piszą do mnie nie tylko kobiety samotne (tak jak Gosia), ale również mężatki. Ostatnio dostawałam rady typu: Nie wychodź za mąż! Bądź samodzielną kobietą! Nie pakuj się w rodzinę z siedmiorgiem dzieci! Jednak gdy grałam Wandę w "Matkach, żonach i kochankach...", otrzymywałam jeszcze większą korespondencję. Wanda miała energię i chęć niezależności, a Gosia tego nie ma. Próbuje wpisać się w czyjeś życie i w końcu bierze ślub z Tośkiem. Żałuje tego bardzo, że nie pokazano w serialu sposobu dochodzenia Gosi do tego momentu, ponieważ myślę, że w jej wieku tego typu decyzje są trudniejsze niż u ludzi młodych.

Czym poza serialem zajmuje się Pani obecnie?
Byłam doradcą Ministra Kultury i Sztuki do spraw mediów, a teraz zajęłam się tym samym w Instytucie im. Adama Mickiewicza. Chodzi o to, że ogłoszono Rok Polski na Ukrainie, a ja jestem ogromnie zafascynowana tym krajem, więc udało mi się włączyć do promowania naszych przedsięwzięć kulturalnych w mediach ukraińskich.

Jakie są Pani związki z Ukrainą?

W zeszłym roku nakręciłam tam film dokumentalny o Borysie Woźnickim pt. "Strażnik minionego czasu". Przy okazji poznałam wielu interesujących twórców i zachwyciłam się ich kulturą. Pomyślałam, że jesteśmy sąsiadami, a tak naprawdę nic o sobie nie wiemy.

Ile kosztuje aktorkę samotne wychowywanie dzieci (córek Matyldy i Weroniki)?
Moi obydwaj mężowie byli wielkimi artystami. Gdy się bierze ślub, żadna ze stron nie powie: Słuchaj, kocham cię, ale nie będę zajmował się domem, nie będę miał czasu na partnerstwo w życiu. Nawet tak nie pomyśli. A po roku, dwóch pojawia się coraz większa ilość trosk. To prawda, że najczęściej byłam i jestem samotną matką. Na moją twórczość, realizację pomysłów kradnę po prostu czas, który mogłabym poświęcić rodzinie. A do tego w naszych trudnych czasach artyści starają się choćby przetrwać, jak szczury.

To co sprawia, że ciągle tak młodo Pani wygląda?
Jestem pełna optymizmu, nadziei, przepełniona uczuciem i z wiarą patrzę w przyszłość. Ale sam stan ducha nie wystarczy. Dlatego ćwiczę thaibo, jogę, biegam i biorę zimne prysznice, podczas których tak głośno krzyczę, że córki słyszą mnie w drugim końcu domu. A wracając do rozmowy serio: wiem, że najważniejsze dla mnie są uczucia. Ileż ja ludzkich uczuć zlekceważyłam, ile razy nie pochyliłam się nad czyjąś sprawą, nie zadbałam dostatecznie o przyjaźń. Teraz będzie inaczej.

Rozmawiała: Ewa Sośnicka-Wojciechowska







© 2000-2005 Telewizja Polska S.A. Producent wykonawczy serialu BESTA FILM; współpraca STI Studio Filmowe;
e-mail: plebania@besta.pl