|
Radosław Popłonikowski
CZUJĘ SIĘ JAK DON JUAN
(Tele Tydzień Nr 18 - 28.04.2007)
Nie toleruje oszustwa i nieszczerości. Także podłej kuchni, bo sam świetnie gotuje. Uwielbia ludzi z poczuciem humoru i ubolewa nad tymi, którzy sobie i innym obrzydzają życie. Fanki najbardziej zachwycają się barwą jego głosu, który od lat wykorzystuje w dubbingu i jako lektor wielu programów telewizyjnych. Już siedem lat cieszy nas rolą Józka Piecucha w "Plebanii". Ma ukochaną żonę i córkę, a do szczęścia brakuje mu tylko roli w filmie fabularnym.
Ostatnio zagrał Pan oszusta w nowej wersji "Szatana z siódmej klasy". Wcześniej w tej roli podziwialiśmy Mieczysława Czechowicza. Zadanie nie należało do najłatwiejszych...
To była krótka, ale rzeczywiście trudna rola, bo trzeba było zmierzyć się z klasyką. W ogóle ciężko jest dzisiaj nakręcić serial dla młodzieży. Ale wydaje mi się, że reżyserowi Kazimierzowi Tarnasowi się udało, bo zrobił to bardziej musicalowo, z piosenkami. Efekt końcowy jak zwykle ocenią widzowie.
Nie żal Panu, że we wszystkich serialach gra Pan drugoplanowe role?
Sam chwilami zaczynam myśleć, że jestem specjalistą od drugiego planu, ale to nie szkodzi.
Boleję tylko nad tym, że w "Plebanii" nie ma już mamci, czyli Grażyny Barszczewskiej. Należy ona do aktorek, których warsztat i talent są tak bogate, że można z nich czerpać garściami. A najważniejsze, że nie zamyka się na młodych aktorów i zawsze gotowa jest im służyć radą. Praca z nią to była ogromna przyjemność, zabawa i wielki pożytek.
A jaką partnerką jest Pana serialowa żona, czyli Joanna Pietrońska?
Znakomitą. Z Joasią gra mi się doskonale. W szkole teatralnej zawsze mi mówiono: Popłonikowski, ty amanta nigdy nie zagrasz! A w "Plebanii" już miałem dwie dziewczyny do kochania i teraz żonę. Trzy kobiety! Normalnie czuję się jak Don Juan.
Jest Pan podobno fachowcem w sprawach kulinarnych. Prowadzą Państwo dom otwarty?
Z relacji gości, którzy byli (i jedli) w moim domu, wynika, że gotowanie mi wychodzi. Najlepiej robię karkówkę w miodzie i w sosie sojowym. Trudno powiedzieć, że prowadzimy dom otwarty, bo rzadko bywam w domu. Ale jestem otwarty na ludzi i lubię gości. I zaprzeczam opinii, że obecnie jest mało spotkań towarzyskich. My przynajmniej staramy się spotykać z naszymi przyjaciółmi, kiedy tylko możemy.
Przyjaźni się Pan wyłącznie z aktorami, czy nie zamyka się na ludzi spoza "branży"?
Mam wielu przyjaciół spoza światka artystycznego. Za dużo aktorów na metrze kwadratowym to za wiele indywidualności. I zamiast się bawić, każdy "występuje" przed sobą.
Podobno ma Pan szczęśliwą rękę do wszelkich prac ogrodowych. Czy to prawda, że wszędzie wozi Pan ze sobą sekator?
Sekator zawsze mam w bagażniku. Pochodzę przecież z rodziny ogrodniczej - mój wuj był odkrywcą metody owijania "zaoczkowanych" (rodzaj szczepienia roślin - red.) drzewek folią. Lubię pogrzebać w ziemi. Ziemia wyciąga z ludzi złą energię. Ale mam także inne zainteresowania, jestem na przykład zapalonym żeglarzem. Mam jednak pewną wadę. Jak mnie coś pociąga i fascynuje, poświęcani się temu bez reszty. A kiedy już się nauczę, porzucam to, bo mi się znudziło. Szukam czegoś nowego. I chociaż żona twierdzi, że czegokolwiek dotknę, to mi wychodzi, nie staram się być mistrzem w każdej dziedzinie.
Rozmawiała: Nina Gall
Radosław Popłonikowski
WZIĄĆ STER DO RĘKI
(Tele Tydzień Nr 28 - 11.07.2005)
Sympatycznego aktora, który w serialu "Plebania" gra policjanta Józka, spotkaliśmy z podręcznikiem żeglarstwa w ręku.
Szykujesz się do morskiego rejsu?
Morskiego to raczej nie (śmiech). Marynarzem też nie zostanę, bo przecież mam zawód. Jednak chciałbym dla własnej przyjemności zdobyć patent żeglarski. Często pływam ze znajomymi, a jak długo można być załogantem, który boi się wziąć ster do ręki? Mieszkam w Bełchatowie i co tydzień spotykamy się na miejscowym zalewie. Kurs teoretyczny już zaliczyłem.
W okolicach Bełchatowa można spotkać para-lotniarzy. Nie chciałbyś wzbić się w powietrze?
Nigdy niczym nie latałem, nawet samolotem pasażerskim. Pewniej czuję się na ziemi.
Twoim hobby jest także praca w ogrodzie.
Pochodzę z ogrodniczej rodziny, więc mam to we krwi. Zawsze na wiosnę
wożę w bagażniku sekator i piłę. Wszyscy znajomi proszą mnie, żebym im podcinał drzewa w ogrodzie, a ja nie odmawiam. Interesuję się też kuchnią. Ostatnio sam zacząłem robić szynki i wędzić pstrągi. Zbudowałem w ogrodzie wędzarnię i tym się bawię w wolnych chwilach.
Masz cudowne życie...
Byłoby cudowne, gdyby nie fakt, że rzadko goszczę w domu. Przez pięć dni tygodnia mieszkam i pracuję w Warszawie, więc zostają tylko weekendy. Mam nadzieję, że kiedyś będę miał taką pozycję, że w Warszawie będę tylko dwa, trzy dni, a resztę w domu. To moje miejsce na ziemi, bardzo za nim tęsknię. Chciałbym codziennie jeść śniadania z żoną i córką.
A jak rodzina znosi tę rozłąkę?
Pracuję w ten sposób od pięciu lat, więc żona zdążyła już się przyzwyczaić. Niedawno obchodziliśmy trzynastą rocznicę ślubu. Niestety, spędziłem ją w pracy.
Rozmawiał: Mirosław Mikulski
|
|