Jarosław Gruda
UCIEKŁEM W AKTORSTWO
(Tele Tydzień Nr 1 - 29.12.2008)



Poszedł na studia, ponieważ nie chciał służyć w wojsku. Nie przepadał za matematyką, chemią i fizyką dlatego postanowił zdawać do szkoły filmowej. Pochodzi z Janin, małej miejscowości na wschodzie kraju, więc życie wiejskie zna od podszewki. Może dlatego z taką wiarygodnością wciela się w postać prowincjonalnego bohatera w "Plebanii"

Lubi Pan swojego Kazimierza Mulaka?
Przyzwyczaiłem się do niego. To postać wieloznaczna, targana emocjami, których przekładanie na język filmu jest dla mnie ciekawym doświadczeniem zawodowym. I dowodem na to, że losy każdego, nawet tak zwyczajnego człowieka, jakim jest przecież ten bohater, pisane są rozmaitymi barwami.

W jego przypadku nie są one jasne.
Faktycznie. Mulak pojawił się w serialu jako staczający się na dno pijak. Potem ledwo udało mu się stanąć na nogi, dopadło go kolejne nieszczęście. Jego córka została zgwałcona. Ale w najtrudniejszych nawet momentach nie pozostaje sam. Zawsze może liczyć na wsparcie rodziny, oddanej żony, licznych dzieci. No i księdza proboszcza, który w Tulczynie otacza ojcowską opieką każdą swoją owieczkę. Zresztą to naturalne, że w takich małych społecznościach to właśnie ksiądz jest wyrocznią i ludzie bardzo liczą się z jego zdaniem. Wiem o tym dobrze, bo sam wychowywałem się w podobmm środowisku.

Niebawem Mulak zostanie w serialu dziadkiem. Nie buntuje się Pan, że za wcześnie na taką rolę? Jest Pan jeszcze w wieku, w którym grywa się amantów.
Nigdy do nich nie należałem. Jestem na swój sposób charakterystyczny i właśnie takie role są mi powierzane odkąd pojawiłem się w tym zawodzie.

Jak to się stało, że Pan - chłopak z prowincji - został aktorem?
Decyzję o tym, żeby studiować podjąłem w obawie przed wojskiem. A wybór zawodu zawdzięczam... matematyce, fizyce i chemii, których chciałem uniknąć na gzaminach wstępnych. Do filmówki ich nie wymagano.

Po dyplomie trafił Pan do Teatru Powszechnego w Warszawie.
Byłem ostatnim aktorem, którego zaangażował nasz obecny patron, nieżyjący już, Zygmunt Hübner. To było dla mnie wielkie wyróżnienie. Pracuję tu nieprzerwanie już od 20 lat.

Można powiedzieć, że jest Pan długodystansowcem, bo w "Plebanii" też gra Pan prawie od początku.
I z tym serialem jestem najczęściej kojarzony. Ludzie identyfikują mnie z Mulakiem, nie raz zdarza się, że udzielają mi rad, jak postąpić. Wcześniej, gdy mój bohater pił, zaczepiali mnie i tłumaczyli, że krzywdzę siebie i innych, żebym się opamiętał...

W końcu Mulak zwalczył nałóg, pokonał słabość. To budujący przykład, który może krzepić serca widzów.
Jakiś czas temu przyszedł do produkcji serialu list od 10-letniego chłopca. Pisał, że po raz pierwszy w życiu zobaczył jak jego tata alkoholik, oglądając w telewizji tę historię, płacze. I że widok ten uświadomił mu, że ojciec jest człowiekiem, a nie tylko pijakiem. Myślę, że dla takich chwil warto grać!

Rozmawiała Jolanta Majewska-Machaj







© 2000-2005 Telewizja Polska S.A. Producent wykonawczy serialu BESTA FILM; współpraca STI Studio Filmowe;
e-mail: plebania@besta.pl