|
Urszula Dębska
DORASTAŁA W TULCZYNIE
(Tele Tydzień nr 25 - 18.06.2007)
Od siedmiu lat gra w "Plebani" Karolinę Wojciechowską, córkę Barbary i Piotra. Trafiła na plan jako dziecko, dziś jest dorosła. Nie jest więc żadną przesadą stwierdzenie, że dorastała w serialowym Tulczynie.
Siedem lat pracy w jednym serialu to nie za dużo?
Sporo, ale wiele się przez ten czas zmieniło. Kiedy byłam mała, grałam tak, jak mi się wydawało. Później ekipa i inni aktorzy podpowiadali mi: a to, że coś jest nie tak z dykcją, a to, że trzeba inaczej pokazać emocje. Jestem pewna, że przez te siedem lat sporo się nauczyłam. Na pewno będę się cieszyła, jeśli będziemy grać dalej. Ale mam świadomość, że w każdej chwili praca może się skończyć.
Jak dwunastoletnie dziecko dostaje się do serialu?
W wyniku castingu. Ale to był nie tylko mój pomysł. Tata jest aktorem i czasami zabierał mnie do teatru. W zerówce zaczęłam chodzić na zajęcia teatralne, a niedługo potem zajrzał do nas Krzysztof Zanussi. Szukał dwóch dziewczynek, które zagrają w jego filmie o Chopinie. Od tego wszystko się zaczęło. Potem były kolejne występy w Teatrze Telewizji, zdecydowanie najwięcej jednak grałam w reklamach. Tata co prawda strasznie się oburzył, gdy mu powiedziałam, że chcę być aktorką, ale mnie wspiera. Miał rację, że aktorstwo to ciężki kawałek chleba.
Nie myśli Pani o jakimś profesjonalnym szkoleniu aktorskim?
Zawsze marzyłam o Akademii Teatralnej, ale wiele osób mi to odradzało
Przecież i tak droga aktorska jest dla mnie otwarta. Poza tym ja raczej myślę o pracy dla telewizji, a tam wszystko zależy od tego, jak wypadnę na castingach.
Właśnie zaczęła Pani studia zaoczne. Zarabia Pani na nie w serialu?
Można tak powiedzieć, chociaż mieszkam jeszcze z rodzicami. Pierwszy rok studiów to chyba za wcześnie, żeby się wyprowadzać. Dzięki temu, że pracuję, mogę sobie pozwolić na fajne wakacje, kino i kluby...
Gra w serialu to zajęcie dobrze płatne?
W tej branży pracuje się fazami. Czasami pracy jest tak dużo, że zapominam, jak się nazywam. Ale zdarza się, że gramy w miesiącu tylko kilka dni. Nie powiem, że zarabiam kokosy, ale są to na pewno pieniądze wystarczające dla dwudziestolatki.
Ostatnio sama praca aktorki Pani nie wystarcza...
Lubię, kiedy dzieje się coś nowego. Ostatnio zadzwonił do mnie kolega, który ma znajomego - młodego projektanta mody. Poprosił on, żebym wystąpiła w jego autorskim pokazie. Oczywiście, chętnie się zgodziłam. Ale pierwszy raz przeszłam po wybiegu już trzy lata temu. Wystąpiłam na pokazie sukien ślubnych. Zdaję sobie jednak sprawę, że ani nie mam wzrostu modelki, ani zawodowych umiejętności, które zdobywają one w wyniku długiego szkolenia.
Kusi Panią popularność, błyski fleszów?
Bardzo mnie cieszy to, co robię. Im dłużej to trwa, tym ciekawszych ludzi poznaję. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że jestem rozpoznawana, ale nie chcę, żeby każdy mój krok był obserwowany. Lubię, jak podbiega do mnie np. mała dziewczynka i prosi o autograf. Ale na większą skalę to się tego boję.
Ciągle jest Pani tylko aktorką z serialu.
W kinowym filmie nigdy nie zagrałam, nawet małego epizodu. Brałam niedawno udział w ważnym dla mnie castingu i zobaczymy, co z tego wyniknie. Jeżeli się uda, to będę niezwykle szczęśliwa.
Rozmawiała Zal
Urszula Dębska
ADRENALINY SZUKA POD WODĄ
(Tele Tydzień nr 4 - 19.01.2005)
Jako niespełna sześcioletnia dziewczynka za grała rólkę w filmie "Chopin w Zamku". - W kostiumie z tamtej epoki czułam się wspaniale i świetnie się bawiłam - wspomina. Jej tato, Andrzej Dębski, jest aktorem. Zdarzyło się, że całą rodziną (wraz z jej starszym bratem Mateuszem) zagrali w reklamie. Ula ma teraz 16 lat, a od trzech oglądamy ją jako Karolinę w "Plebanii".
Czy Karolina bardzo się różni od Ciebie prywatnie?
Myślę, że tak. Może to śmiesznie zabrzmi, bo większości młodzieży w moim wieku wydaje się, że są już strasznie dorośli i wszystko wiedzą. Ale mnie rodzice ja koś tak wychowali, że wcale mi się tak nie wydaje. I czasem Karolina uważa, że znakomicie odróżnia dobro od zła, a tak naprawdę bywa bardzo dziecinna. Kiedy jej rodzice zaczęli się kłócić, jej zachowania były bardzo niemiłe, cyniczne i nie mogła zrozumieć, że tak też bywa czasem w życiu.
Masz świetnie zanalizowaną postać. Sama to robisz?
Pomaga mi w tym przede wszystkim mój ukochany tatuś. Takim jest na co dzień, ale kiedy rozmawiamy o Karolinie, staje się aktorem.
Dyskutujemy, ścierają się nasze wyobrażenia o danej scenie i coś z tego powstaje. Ale Karolinę kształtuje cały zespół "Plebanii". Wszyscy mi pomagają szczególnie mój serialowy ojciec, Wojciech Dąbrowski. Gdy przychodzę na plan, zawsze znajdzie czas, żeby ze mną porozmawiać.
Jesteś w pierwszej klasie liceum. Jak myślisz o swojej przyszłości?
Poważnie myślę o aktorstwie. Jednak wiem już, jak niepewny jest to zawód, więc spróbuję nie poprzestać na szkole teatralnej, tak, abym mogła uzyskać pewną niezależność.
Co Cię fascynuje poza aktorstwem?
Ostatnio zachwyciło mnie nurkowanie.
To wspaniały sport, wyzwalający adrenalinę , a jednocześnie uczący wielu rzeczy. Spodobało mi się też fotografowanie, zaczęłam sama robić zdjęcia. A w ogóle moja maksyma brzmi: ruch, sport, przyjaciele.
Rozmawiała Ewa Sośnicka-Wojciechowska
|
|