|
Wojciech Błach
KŁOPOTY JERZYKA
(Tele Tydzień Nr 23 - 02.06.2008)
Pojawiał się w kilku serialach ("Czego boją się faceci, czyli seks w mniejszym mieście", "Na dobre i na złe", "Niania" i "Kryminalni"), ale dla milionów widzów jest przede wszystkim Jerzykiem Tośkiem z "Plebanii".
Ile to już lat bywa Pan w Tulczynie?
O, już ponad siedem! Mogę mówić, że jestem lojalny wobec tego serialu. Łatwo być lojalnym jeden albo dwa sezony, ale potem to już nie takie proste. Człowiek się zmienia, zmienia się jego życie, jego myślenie...
Co się zmieniło przez ten czas w Pana życiu?
Zdążyłem się zaręczyć, ożenić i być szczęśliwym. Potem rozwieść i być nieszczęśliwym. Zdążyłem też ogarnąć się po tym wszystkim i jestem teraz w bardzo ciekawym momencie życia. Podobno człowiek zmienia się co siedem lat i chyba doszedłem do tego momentu. Nie wiem, co przede mną, i wcale mnie to nie przeraża, a wręcz ciekawi i emocjonuje.
Jerzyk też nie ma łatwego życia. Jego związek z Irką to ciągle forsowanie toru przeszkód.
Scenarzyści starają się, żeby w naszym związku było ciekawie, rzucają nam kłody pod nogi. Dla Irki i Jerzyka taka sytuacja może nie jest komfortowa, ale dla mnie i Gosi Teodorskiej
to bardzo ciekawe tematy do grania. Szczęśliwa, ćwierkająca, zakochana wiecznie w sobie para małżonków nikogo za długo nie interesuje, a po jakimś czasie wręcz drażni. Jerzyk był zazdrosny, nie podobało mu się, że żona robi karierę modelki i doszło do kryzysu.
Irka płaci wysoką cenę za swoje marzenia. Czy Jerzyk będzie na tyle silny, żeby jej pomóc?
Mam nadzieję, że tak. To przecież "Plebania", niech więc przynajmniej tu dobro zwycięży. Czasem udaje się znaleźć rozwiązanie w sytuacjach, które wydają się beznadziejne. Widz może dzięki temu odzyskać wiarę, że w prawdziwym życiu też tak się da i nie ma sytuacji bez wyjścia.
Nie za dużo optymizmu?
Chyba każdy go trochę potrzebuje. W "Plebanii" jest on bardzo na miejscu. Są widzowie, którzy pragną żyć bajką i są widzowie, którzy chcą żyć czyimiś problemami. Są różne grupy, mające różne oczekiwania. Im więcej seriali, tym większa szansa, że każdy znajdzie coś dla siebie. Nie każdy w Polsce jest piękną młodą kobietą pracującą wśród kwiatów ł mieszkającą w luksusowym apartamencie, ale nie każdy też jest bezrobotny i w dramatycznej sytuacji. Nie mamy wpływu na to, gdzie się rodzimy, ale ważne, co robimy ze swoim życiem teraz, co się robi, żeby mieć lepszą przyszłość. To dotyczy każdej grupy odbiorców.
"Plebania" ma miliony widzów...
To jest bardzo określona, stała i, co ważne, wierna grupa.
Pańscy bliscy też do niej należą?
Mama, ciocie, wujkowie oraz ich znajomi starają się nie przegapić żadnego odcinka. Wytrzymali już ze mną, czyli serialowym Jerzykiem, całe siedem lat I muszę przyznać, że chyba częściej widują mnie na ekranie niż w prawdziwym życiu. Rodzinę mam na Śląsku, a mieszkam w Warszawie i często trudno mi się wybrać w rodzinne strony, bo to kawał drogi.
Za to w Warszawie pewnie spotyka Pan widzów serialu na każdym kroku.
Bywa to sympatyczne albo stresujące. Zależy, na kogo się trafi. Czasem nie bardzo wiem, co robić. Jak się zachować, kiedy zaczepiają mnie panie w warzywniaku? Doradzają, jak mam postępować z moją serialową żoną. Bywają obrażone na mnie, kiedy Jerzyk narozrabia. A ostatnio to już w ogóle mnie nie lubią, bo podobno Jerzyk popełnia błąd za błędem. Efekt jest taki, że teraz muszę stać w kolejce dwa razy dłużej, a już udawało mi się załatwiać sprawunki bez kolejki!
Rozmawiała Katarzyna Szymanek
Wojciech Błach
PRACA FIGURZE SŁUŻY
(Tele Tydzień Nr 6 - 06.02.2006)
Od sześciu lat związany jest z serialem "Plebania". Gra sympatycznego Jurka Tośka - młodego gniewnego z Tulczyna, który marzy o tym, by mieć więcej, niż może zdobyć. Próbuje sił w biznesie, by wreszcie odnieść sukces w branży... handlu toaletami.
Jak ważna jest dla Pana praca zawodowa?
Jest jedną z najważniejszych rzeczy, zaraz po tak oczywistych sprawach, jak miłość i rodzina. Nie rozumiem ludzi, którzy wolą być na zasiłku. Dla mnie praca to także forma spędzania czasu, kontakt z ludźmi i rozwój. Czas szybciej mija, nie nudzisz się, mniej jesz, a dzięki temu lepiej się czujesz.
Pan chyba nie może narzekać na brak zajęć?
Mogę, ale tego nie robię. Ludziom się wydaje, że ciągle pracuję, ponieważ non stop pojawiam się na szklanym ekranie, a tymczasem pokazywane są liczne powtórki. W rzeczywistości, teraz mógłbym leżeć na zielonej trawce i odpoczywać.
Brał Pan pod uwagę niepowodzenie? Miał jakiś plan B?
Tak, teraz realizuję zresztą plan C.
Zatem jaki był A i B?
Plan A to technikum elektro-mechaniczne i politechnika. W trakcie studiów wyjechałem do Anglii, zacząłem pracować w barze. To był plan B. Powiem nieskromnie, że byłem bardzo dobrym barmanem! Kiedy wróciłem do Polski, pracowałem jeszcze jakiś czas w przyjemnych barach, ale że na 100 klientów 90 mówiło to samo...
Czyli?
Narzekali, że w Polsce nie jest dobrze. To był miły czas, ale wysłuchiwanie zwierzeń mnie męczyło.
I tak został Pan aktorem?
Któregoś dnia po powrocie do domu, obejrzałem Teatr TV "Scenariusz dla trzech aktorów". Zobaczyłem zupełnie inny teatr niż ten, który istniał w mojej wyobraźni. Postanowiłem zdawać do szkoły. Po przygodach we Wrocławiu i Warszawie trafiłem do Krakowa, gdzie skończyłem studia. Od 10 lat jestem aktorem i nie w głowie mi plan D.
Co Pan robi w czasie wolnym od pracy?
Kopię w ziemi pod Buskiem Zdrój. Kupiłem niewielki dom, usytuowany tak, jak chciałem. Kiedy wynajmowałem mieszkanie, zawsze pojawiały się jakieś problemy. Sąsiedzi marudzili, że jest za głośno, albo że nie o tej porze wstaję. Chciałem mieć taki kawałek ziemi, gdzie mógłbym usiąść na środku, krzyczeć i nikomu by to przeszkadzało. 1,4 ha ziemi spełnia tę funkcję doskonale.
PIP
Wojciech Błach
MIAŁEM CZTERY ŻONY
(Tele Tydzień Nr 18 - 02.05.2005)
Z Wojciechem Błachem spotykamy się w serialu "Plebania", gdzie niedawno powiedział sakramentalne "tak".
Czy to prawda, że nie pierwszy raz stanął Pan na ślubnym kobiercu?
Rzeczywiście, pod tym względem jestem weteranem (śmiech). W ciągu ostatnich dwóch lat aż cztery razy mówiłem "tak", z czego trzy fikcyjnie, a raz naprawdę. Pierwszy raz w łódzkim Teatrze Nowym; kolejne dwa razy w serialu "Czego się boją faceci..." i raz prywatnie, gdy przysięgałem żonie. Ten czwarty raz miał miejsce w "Plebani!".
Można powiedzieć, że Jurek nareszcie się ożenił?
Mój bohater tak właśnie mówi (śmiech). Od dłuższego czasu telewidzowie śledzą nasze perypetie. Z Irką (Małgorzata Teodorska) jesteśmy parą, której związek nie należy do łatwych.
Jurek jest bardzo ambitnym mężczyzną.
To prawda, jest bardzo ambitny, a to czasami blokuje w nim komunikację. Denerwuje się sam na siebie, ponieważ jeszcze nie jest w stanie utrzymać rodziny, ale wkrótce pewnie to się zmieni. Chce być postrzegany jako twardy, silny i radzący sobie w życiu.
Pan także?
No pewnie (śmiech). Nie daję po sobie poznać, że coś sprawia mi trudność czy nawet mnie przerasta...
Praca biurowa obciąża kręgosłup, a co obciąża praca aktora?
Nie wiem. Nie znalazłem tej najgorszej rzeczy, chociaż w tej chwili najbardziej męczący jest nierówny rytm. Aktorstwo to wyjątkowo niestały i nieprzewidywalny zawód, ale mimo to, wspaniały.
Odkłada Pan pieniądze?
Nie mam z czego. Wszystko mam na kredyt, czyli pożyczyłem i teraz oddaję. Nie oznacza to, że nie mam pieniędzy. Jednak nie są to kokosy.
Rozmawiał PaP
Wojciech Błach
JUREK, GACUŚ CZY MERLIN
(Tele Tydzień Nr 8 - 16.02.2004)
Mały ekran lubi go coraz bardziej. Do niedawna nieznany, Wojciech Błach występuje w dwóch chętnie oglądanych serialach. Zapytany, która z cech jego charakteru najbardziej mu przeszkadza, odpowiada: - Czasem długo milczę, a jak już się otworzę, nie mogę przestać gadać. To bardzo uciążliwa przypadłość.
Czuje się Pan popularny?
Kiedyś byłem tylko aktorem teatralnym, ale pojawiły się inne propozycje. Rola Jurka w "Plebanii" i Gacusia w serialu "Czego się boją faceci, czyli seks w mniejszym mieście" przyniosły nowe doświadczenia i coś, co chyba można określić jako pierwsze przejawy popularności.
Która z tych ról jest Panu bliższa?
Jurek urodził się na prowincji. Nie ma pieniędzy ani szczęścia. Z zewnątrz szary, ale bardzo uczuciowy. Gacuś to cwaniak z Warszawy, babiarz, który nie ma ochoty zastanawiać się nad czymkolwiek, co by mogło pozbawić dobrego humoru i pędu za największą przyjemnością życia, czyli za kobietami. Jest postacią z "drugiej strony osi", która napina moje możliwości, poszerza moje "horyzonty". Normalny, bardziej szary Jurek jest mi na co dzień bliższy. Ale dzięki Gacusiowi poznałem rolę playboya.
Nie boi się Pan, że przylgnie do Pana na stałe opinia kobieciarza?
Myślę, że nie, bo Gacuś i Jurek to zupełnie inne postaci. A poza tym, to reżyserzy i inne osoby odpowiedzialne za obsadę szufladkują. Po prostu obsadzają danego aktora w takich samych typach postaci w kolejnych produkcjach! Na szczęście mam szansę grać w teatrze i dzięki temu moja chęć zmieniania się wewnętrznie mnie nie usypia. Zapraszam do Teatru Narodowego na "Merlina", tam można zobaczyć mnie jeszcze w innym typie postaci.
Od sierpnia jest Pan żonaty. Termin ślubu zbiegi się z rozpoczęciem zdjęć do "Czego się boją faceci...". Kilka tygodni później Czarek Pazura zalegalizował swój związek. Krąży anegdota, że ten serial kojarzy się z zawieraniem związków
małżeńskich.
Takie są fakty. Zresztą w połowie czerwca ślub wziął także serialowy Borys, czyli Marcel Wiercichowski. Przyszedł czas na Czarka, Marcela i na mnie (śmiech!). Z Gosią byliśmy razem od trzech lat.
Rozmawiał Sławomir Ulrych
|
|