Plebania
Strona główna Różności Wywiady Maciej Wilewski

Sonda

Jak długo chciałbyś/chciałabyś oglądać Plebanię?

 

Maciej Wilewski

Maciej WilewskiJESTEM ZAZDROÅšNIKIEM

(Tele Tydzień Nr 8 - 21.02.2011)

Jako Osa przeszedł w serialu "Plebania" prawdziwą metamorfozę. Ze złego przestępcy stał się uczciwym człowiekiem i czułym, kochającym mężem. Nam aktor zdradził, jaki jest prywatnie i jakie są jego zawodowe marzenia.

Pański bohater nie jest już tym samym człowiekiem, co przed laty. Ksywka nadal funkcjonuje - w pozytywnym znaczeniu. Osa zjednał sobie młodą widownię.
Osę znają wszyscy, a Maćka Wilewskiego niekoniecznie (śmiech). Nie raz słyszę na ulicy, jak ktoś woła za mną "Osa!". Młodzi ludzie piszą do mnie na forach internetowych, że lubią mojego bohatera, osoby starsze cieszą się, że się nawrócił. Jedna pani powiedziała mi kiedyś, że jej mąż, który jest policjantem, zwykle nie ogląda seriali, ale kiedy jest "Plebania" prosi, żeby go zawołać, jak będzie Osa. To dla mnie ważne, bo widać, że ta postać jest jakaś.

Osa się ustatkował, ma żonę, prowadzi z przyjacielem klub fitness. A propos przyjaciela, nieźle narozrabiał...
To prawda. Zdradził swoją żonę, a na dodatek kobieta, z którą wdał się w romans, jest teraz w ciąży. Osa lubi Jurka i Irkę. Jest rozdarty, bo nie wie, jak się ma zachować w tej sytuacji. Musi zadecydować, czy w sądzie zeznawać przeciwko żonie Jurka, czy nie opowiadać się po żadnej ze stron.

Pański bohater też jest zagrożony. Na drodze staje Seba... Ma powody, by czuć się zaniepokojony?
Każdy mężczyzna, którego żona dostaje od obcego faceta koszulkę nocną, powinien czuć się zaniepokojony. Osa jest o żonę zazdrosny. Podejrzewa ją nawet o zdradę, ale czeka, co przyniosą kolejne dni. Podziwiam takie zachowanie. Należę do osób impulsywnych. Osa jest krok dalej ode mnie. Staram się wprowadzić w życie odrobinę spokoju. Próbuję panować nad emocjami, nabrałem dystansu do świata.

Żyje Pan w szczęśliwym związku. Podobno żona jest aktorką?
Niestety (śmiech). Unikałem tego typu związków, bo jestem chorobliwie zazdrosny. Wiem, że w teatrze czy filmie trzeba się czasami przytulić, pocałować. Ale jak widzę swoją żonę na scenie w uścisku z innym, nerwy mi puszczają. Jesteśmy razem 5 lat, mamy dwuletniego synka.

Jak spędzacie wolny czas?
Czas to towar deficytowy. Ponieważ żona po urlopie macierzyńskim wróciła do pracy, zajmujemy się Mikołajem na zmianę. Magda idzie do teatru, ja zostaję z małym. Kiedy wraca, jadę na plan. Gdy tylko czas pozwala, staramy się pobyć trochę razem. Idziemy do parku, na plac zabaw, a ostatnio na basen. Małemu się przyda, mnie też. Muszę dbać o formę, bo jak syn podrośnie, będę grać z nim w piłkę.

Marzy Pan o jakiejÅ› roli?
Od wielu lat marzę, by zagrać Płatonowa. Musiałbym spotkać reżysera, który nie będzie się bał i zaryzykuje obsadzając mnie w tej roli.

Rozmawiała Maria Ostrowska

 



Maciej WilewskiWIECZNY MARUDA

(Tele Tydzień Nr 19 - 05.05.2008)

W serialu "Plebania" gra od siedmiu lat. Jego bohater Osa zmienił się w tym czasie nie do poznania. Dzisiaj to ciepły, dobry człowiek, który bezgranicznie kocha swoją młodą żonę Joannę (Patrycja Szczepanowska).

Cofnijmy się w czasie. Co zainteresowało Pana w roli Osy?
Miał to być niewielki, może trzyodcinkowy epizod. Stałem w tle i z wyjątkiem jednego "no", nie miałem nic do powiedzenia. Przyjąłem ją, bo zwyczajnie nie miałem pieniędzy.

Jakimś cudem jednak Pan został...
Z czasem udało mi się przekonać producenta i scenarzystów, że stać mnie na więcej.

Miłośnicy "Plebani!" uważają, że Osa ma wiele Pańskich cech charakteru. To prawda?
Częściowo tak. Mamy na przykład podobne podejście do tzw. niesprawiedliwości życiowej. Osa często widywał, jak kogoś niesłusznie krzywdzono. Zawsze starał się wtedy pomóc. Podobnie ja reaguję na wszelkie przejawy przemocy względem kobiet, dzieci, zwierząt.

Jest coś, co Was różni?
Jestem pewien, że mamy z Osą inny iloraz inteligencji (śmiech).

Jest Pan mistrzem wschodnich sztuk walki. Ktoś taki musi mieć bardzo silny charakter. W życiu prywatnym to zaleta czy wada?
Z tym mistrzem to oczywiście żart? Ja przecież tylko trenuję! Wiele cech, które przydają się w sytuacjach ekstremalnych, nie przydaje się w życiu codziennym.

To prawda, że nie lubi Pan hałaśliwych imprez?
Zdecydowanie prawda. Odkryłem w sobie domatora. Nie wiem, czy to znak czasu, czy może lat, przepracowanych w łódzkich knajpach. Uwielbiam wieczory, Kiedy mogę z żoną oglądać filmy lub grać w scrabble. Na imprezy chodzę bardzo rzadko. Chyba, że jest to integracja z sąsiadami... Oczywiście lubię też spotkania w zaufanym gronie. Słynę z wiecznego narzekania. Na szczęście prawdziwi przyjaciele przyzwyczaili się do tego!

Potrafi im Pan coś ugotować?
Nie bardzo. Z radością pochłaniam natomiast wynalazki żony, która serwuje je również naszym gościom. Może nie jestem zbyt oryginalny, ale do ponadczasowych dań zaliczyłbym pizzę, kurczaka z grilla i żeberka w miodzie.

Poza tym stara się Pan iść z duchem czasu, prawda?
Na komputerach się nie znam, choć bardzo mnie ekscytują! Poznaję je domowym sposobem, klikając ile się da i czekając na efekt! Uwielbiam natomiast wielofunkcyjne elektroniczne gadżety. Gdybym mógł, kupiłbym dosłownie wszystkie. Niestety, mam pewną przypadłością - każdy nabyty gadżet natychmiast mi się psuje i... muszę go reklamować! Kocham też oczywiście samochody. W dodatku świetnie jeżdżę! Niestety, Warszawa nie sprzyja relaksowi, jaki daje prowadzenie auta. Pełno tu szaleńców bez wyobraźni. Wybieram więc nocne podróże w trasie. Mają w sobie coś magicznego.

Rozmawiała Nina Gall




Maciej WilewskiŚLUB NA PLAŻY


(Tele Tydzień Nr 23 - 05.06.2006)


Miał 17 lat, gdy zaczął na siebie zarabiać. Sprawy jednak najczęściej układały się "pod górkę". Po studiach w łódzkiej filmówce cierpiał biedę. Nocował na strychach lub w małym fiacie. Rola Osy w "Plebanii", która z trzecioplanowej powoli wspięła się do rangi pierwszego planu, sprawiła, że zyskał popularność.

Wygląda na to, że Osa przechodzi wewnętrzną przemianę?
Ostatnio postanowił zostać strażakiem, ale w tym szaleństwie jest metoda. To sposób na ograniczenie kontaktów z Traczem, który wciąż zwraca się do niego per "głupku". Nie wiem, jakie są zamysły scenarzystów, ale proces samodzielnego myślenia już się u niego zaczął.

Uchodzi Pan za aktora charakterystycznego, prawda?

Niestety, tak. W dodatku dano mi odczuć, że role charakterystyczne są mniej cenione. Dlatego jestem wdzięczny Patrykowi Vedze, który wbrew ogólnym tendencjom zatrudnił mnie w "PitBullu". Mogłem zagrać kogoś innego niż Osę. Bo niestety sam łapię się na tym, że w każdej chwili mogę wejść do sklepu i zamówić wszystko w stylu Osy. Ale walczę z rutyną.

W jaki sposób?
Zaistniałem w "Plebanii" dzięki pracy z rekwizytami: a to kanapka, którą byłem usmarowany, a to ćwiczyłem nożem i się nim skaleczyłem... Nie miałem wtedy jeszcze ani słowa tekstu. Teraz staram się wrócić do takiego wymyślania. To właśnie chroni mnie przed rutyną.

Rzeczywiście kiedyś prowadził Pan... agencję ochroniarską?
Przez dwa lata. Wymyśliłem tam egzamin wstępny, który okazał się niezwykle trudny dla kandydatów. Prosiłem, by egzaminowany wyprowadził mnie z pokoju bez użycia siły. Wynik był taki, że na 200 ludzi tylko jednemu udało się to zrobić! Dlatego dziś nie mam zbyt dużego zaufania do ludzi z takich firm.

Jak dotąd, jest Pan kawalerem. Ale chyba nie potrwa to długo?
Jeśli Bóg pozwoli, zmieni się to 8 lipca. Ślub będzie bardzo cichy i skromny, konkordatowy, ale mam nadzieję, że odbędzie się... na plaży.

Loading images
loading
Ślub na plaży 1 Ślub na plaży 2 Ślub na plaży 3

Rozm. ESW

wróc