Plebania
Strona główna Różności Wywiady Agnieszka Suchora

Sonda

Jak długo chciałbyś/chciałabyś oglądać Plebanię?

 

Agnieszka Suchora

Agnieszka SuchoraUWIELBIAM GRAĆ Z HANIĄ

(Tele Tydzień Nr 24 - 09.06.2008)

Jest specjalistką od ról komediowych. Kiedyś bawiła nas w "Kabarecie Olgi Lipińskiej", teraz rozśmiesza w serialu "Daleko od noszy". Żona Krzysztofa Kowalewskiego i mama ośmioletniej Gabrysi. W "Plebani!" gra nową postać - Jolę, dawną przyjaciółkę Krystyny. To kobieta, która chce pomagać innym, ale najczęściej przeszkadza.

Jola da się lubić?
To prawda, że chwilami jest głupia jak but, ale spotykamy takie osoby w życiu i często odczuwamy sympatie mimo ich głupoty. Poza tym każdy może nas zadziwić. Zdarza się, że nawet jeśli kogoś długo nie lubimy i unikamy, to potem nagle okazuje się, że nie jest to wcale taka zła osoba, bo zauważyliśmy fajny rys jej charakteru. Mam nadzieję, że widzowie też w końcu Jolę polubią.

Ostatnia pani bohaterka miała śmieszne przygody podczas pielgrzymki. Czy na planie było równie zabawnie?
Podczas zdjęć w autokarze z pielgrzymami okazało się, że panie statystki nie pamiętają religijnych pieśni, Znałam je dobrze tylko ja, bo w liceum trzykrotnie byłam na pielgrzymce. Wiec przed ujęciem śpiewałam, przypominałam paniom tekst i melodię, a potem grałam Jolę, która ze zdziwieniem słuchała zupełnie nieznanych jej pieśni!

Dobrze się Pani pracuje z Bernadettą Machałą-Krzemińską, czyli serialową Krystyną?
Nawet bardzo dobrze, bo to moja koleżanka z roku. Na planie się z nas śmieją, bo gdy wychodzimy po zdjęciach, to rozmawiamy przy drzwiach jeszcze jakieś trzy godziny. Nawet ktoś powiedział, że powinnyśmy popełnić jakąś zbrodnie. Jak nas zamkną razem w celi, to może się wreszcie nagadamy!

Podobno przyjaźni się Pani także z Hanną Śleszyńską?
Nasza przyjaźń nie tylko trwa, ale przypomina teraz stosunki rodzinne typu: kup mi bułki czy skocz po syrop. Zabawne, ale często też spotykamy się na castingach, bo startujemy do tych samych ról. Uwielbiam grać z Hanią i na szczęście mam tę okazję w serialu "Daleko od noszy".

Pochodzi pani z rodziny o tradycjach aktorskich...
Można tak powiedzieć, bo mój ojciec był aktorem, a mama suflerką, W tamtych czasach opiekunki do dziecka prawie nie istniały, więc rodzice zabierali mnie do pracy. Byłam wtedy przekonana, że pociągi jeżdżą, prąd płynie, szpitale funkcjonują, ale generalnie większość ludzi pracuje w teatrze.

I do dziś jest to dla Pani ten jedyny, ukochany zawód?
O nie, ukochany to jest mój mąż. A zawód? Lubię aktorstwo, ale mam do niego dystans. Gdyby się okazało, że nie mogę grać, to bym się nie zabiła. Jest wiele innych spraw, które mnie interesują.

Na przykład?
Już po szkole teatralnej przez pięć lat studiowałam historię średniowiecza. Mogłabym być także dziennikarzem, właścicielem firmy budowlanej. Żałuję, że nie skończyłam architektury.

Miała Pani już kiedyś okazje, aby się wykazać?
Zbudowałam nasz dom! Teraz tak jest, że mężczyźni zarabiają pieniądze, ale całą pracę projektowo-logistyczną zostawiają kobietom. Bo my zawsze byłyśmy organizacyjnie lepsze. Musimy ogarnąć i dom, i pracę.

Rozmawiała ESW

wróc