Plebania
Strona główna Różności Wywiady Anna Samusionek

Sonda

Jak długo chciałbyś/chciałabyś oglądać Plebanię?

 

Anna Samusionek

Anna SamusionekZA ZŁE WYBORY SIĘ PŁACI

(Tele Tydzień nr 36 - 05.09.2005)

Blondynka, na którą zwrócił uwagę ktoś tak wybredny, jak Janusz Tracz - negatywny bohater serialu "Plebania" to Anna Samusionek. Jej Konstancja podjęła grę z tym diabłem wcielonym i ... coraz częściej wygrywa.

Gdy Konstancja pojawiła się w "Plebani", była zagubioną, rozbitą psychicznie kobietą tuż po rozstaniu. Dziś jest zupełnie inna. Czyja to zasługa?
Myślę, że ona nigdy nie była specjalnie potulną osobą i dlatego Tracz zwrócił uwagę właśnie na nią. Ostatnio trochę się uspokoiła, choć wciąż co jakiś czas pokazuje "pazurki". Teraz będzie jeszcze ciekawiej, ponieważ pojawi się ten "trzeci" - moja studencka miłość. Tym chętniej wracam po wakacjach do kręcenia kolejnych odcinków serialu. Sama jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Konstancji.

Kiedy urodziła Pani córeczkę, powiedziała Pani, ze najchętniej w ogóle nie wróciłaby do pracy. Stało się inaczej...
Dziecko rzeczywiście przewartościowuje świat kobiety diametralnie, wszystko przestaje się liczyć poza tą kruszyną, dla której bez wahania oddałoby się nawet życie. Ale Angelika stoi już mocno na własnych nogach, ja wróciłam do formy, znów rozpiera mnie energia i potrzeba grania. Poza tym muszę zarobić na nasze utrzymanie - samo życie.

Jest Pani silna?
Myślę, że tak, choć na co dzień wolę wycofać się niż wchodzić w konflikt. Moją siłą jest wewnętrzne ciepło i wiara. Śmieję się, że jestem jak trawa, której wystarczy trochę wody, by znów odzyskać siły witalne i na nowo odrosnąć soczystą zielenią.

Jednak pewnie trzeba być wyjątkowo twardym, żeby zdecydować się na drugi już rozwód?
Nie wiem, czy to oznaka twardości. Raczej konsekwencje złych życiowych wyborów i konieczność rozwiązania pewnej patowej sytuacji. Co do rozwodu: zwlekałam i tak stanowczo za długo, bojąc się pewnie tego wszystkiego, co mnie teraz spotyka.

Rozmawiała Ewa S. Wojciechowska



SERCE Z MANDARYNEK

(Tele Tydzień nr 7 - 09.02.2004)

Słoneczko - tak nazywają aktorkę znajomi i to nie ze względu na kolor włosów, lecz na pogodę ducha oraz temperament. - Nawet jeśli padam z nóg, świadomość sukcesu wyzwala we mnie dodatkowe pokłady energii. Wtedy nie przeszkadza mi fakt, że przedstawienie gram po raz pięćdziesiąty czy setny - mówi.

Co sądzi Pani o święcie zakochanych?

Nie jestem jego zwolenniczką, ale to wesoły dzień. Rozgłośnie radiowe puszczają tego dnia przyjemniejszą muzykę.

Jakie plany ma Pani na ten wyjątkowy dzień?
W ubiegłym roku Walentynki spędziliśmy osobno, bo mój mąż musiał wyjechać w interesach. Przez ostatni miesiąc również byliśmy rozdzieleni z tego względu, że Krzysztof był w Australii, dlatego ten dzień na pewno spędzimy razem. Nie powiem, co zaplanowaliśmy, bo jesteśmy spontaniczni i decyzja o wspólnym wyjściu do kina czy na romantyczną kolację, jak zwykle, zapadnie w ostatnim momencie. Wiem natomiast, że tego dnia będziemy tylko i wyłącznie dla siebie. Chcemy poczuć się znowu parą zakochanych, co przy małym dziecku jest czasem dość trudne.

Czy Walentynki są potrzebne?
W związkach, w które wdarła się rutyna, taka mobilizacja jest potrzebna. Zresztą uważam, że tym, których kochamy trzeba przypominać i powtarzać o tym, co do nich czujemy. Ja z moim mężem nie potrzebujemy tego święta, bo na co dzień zostawiamy sobie kartki z czułymi wyznaniami lub piszemy je na lustrze. Walentynki są dla mnie raczej pretekstem do tego, by przyjaciołom życzyć miłości.

Często powtarza Pani mężowi, że go kocha?
Bardzo często. Mąż potrzebuje tych wyznań, domaga się ich i dlatego wychodzę jego potrzebom naprzeciw.

Jakie niespodzianki robicie sobie?
Krzysztof zostawia mi kartki z pięknymi wierszami, a ja między innymi przygotowuję mu owsiankę z narysowanym sercem albo zostawiam na stole serce ułożone z mandarynek (śmiech!).

Pani recepta na udany związek to...
Nie mogę autorytatywnie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ jestem już w drugim związku małżeńskim. Jednak wydaje mi się, że słuchanie partnera, wychodzenie naprzeciw jego potrzebom i oczekiwaniom, umiejętność osiągania kompromisu, a przede wszystkim życie zgodne z Dekalogiem zapisanym w Biblii są podstawą każdego udanego związku.

Rozmawiał Sławomir Ulrych

wrc