HOJNA MATKA NATURA
(Tele Tydzień Nr 10 - 07.03.2005) W "Klanie" femme fatale, przedsiębiorcza Wiola w serialu "Plebania", a w filmie Jerzego Kawalerowicza "Quo vadis" ponętna Nigidia. Aldonę Orman pamiętamy także między innymi z serialu "Życie jak poker". Gdzie przebiegało Twoje dzieciństwo? Urodziłam się w Przedborzu, gdzie mój dziadek przed wojną był burmistrzem. Kiedy miałam trzy miesiące rodzice przenieśli się do Końskich. Tam chodziłam do szkoły podstawowej i do liceum... ...i wtedy pojawiła się myśl o graniu? Nie. Chodziłam do klasy o profilu biologiczno-chemicznym. Marzył mi się raczej uniwersytet i praca naukowo-badawcza. To wychowawczyni naszej klasy w liceum, polonistka, uznała, że powinnam reprezentować szkołę na różnych akademiach, konkursach recytatorskich i programach artystycznych. I nigdy nie brałaś pod uwagę aktorstwa? Musiałabym skłamać, gdybym powiedziała, że nie. Podziwiałam te wszystkie piękne aktorki z ekranu i myślałam, że byłoby cudownie móc, tak jak one wcielać się w te wszystkie wspaniałe postaci, fascynujące kobiety. Ale były to oczywiście dziewczęce mrzonki I bardzo długo tak je traktowałam. Naprawdę ani przez chwilę nie wierzyłam, że zostanę aktorką. Dlaczego? Wiem, że powiem banał, ale ja jestem bardzo nieśmiała. Do dziś. I potwierdzam to, co mówią koledzy. Ten zawód pomaga zapanować nad nieśmiałością i brakiem pewności siebie. To pani profesor namówiła Cię na szkołę teatralną? Nie. To aktorzy zasiadający w komisjach konkursów recytatorskich. Kto miał na Ciebie najsilniejszy wpływ w dzieciństwie? Mama. To ona całą swoją energię poświęcała naszemu domowi, rodzinie. Ona była inicjatorką wielu rodzinnych spotkań, nie tylko w święta. Ona sprawiała, że nasz dom tchnął prawdziwą rodzinną atmosferą, dawał poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji, miłości i ciepła. Ojciec też jest cudowny, on zapewniał nam środki, aby móc tę koncepcję realizować. Obie, z siostrą Małgosią, chętnie wracamy do tych wspomnień. Już tego nie ma? Moja mama nagle umarła, jak miałam dwadzieścia kilka lat Świat zawalił mi się na głowę. Mama była dla mnie wszystkim - opiekunką, przyjaciółką, doradczynią. Zawsze mogłam na nią liczyć, kiedy mi było źle, kiedy myślałam, że cały świat zbuntował się przeciwko mnie. Była mądra i czuła, ale zarazem twarda. Może dlatego, gdy jej zabrakło, łatwiej zdecydowałam się na wyjazd do narzeczonego do Niemiec, gdzie zresztą szybko pobraliśmy się. Kilka lat temu rozstaliśmy się. Od kilku lat w kraju budujesz swoje zawodowe życie w tej trudnej branży. Skąd niewybredne zaczepki w prasie bulwarowej? To może ty mi powiedz. Przecież to ty jesteś dziennikarką. Znasz ten rynek lepiej. Sądzę, że nawet gdybyś założyła worek pokutny, a głowę posypała popiołem, nie daliby Ci spokoju. Już matka natura się o to postarała. Dziękuję. Zawsze to jakieś pocieszenie. Rozmawiała Julitta Nowicka
|