Plebania
Strona główna Różności Wywiady Sylwester Maciejewski

Sonda

Jak długo chciałbyś/chciałabyś oglądać Plebanię?

 

Sylwester Maciejewski

Sylwester MaciejewskiMOGĘ BYĆ TYLKO AKTOREM

(Tele Tydzień nr 18 - 28.04.2008)

W serialu "Ranczo" jego bohater Solejuk przesiaduje z kumplami na słynnej ławeczce pod sklepem. Popijają Mamrota.

Zdarza się, że prywatnie ktoś bierze Pana za Macieja Solejuka?
Często słyszę za sobą: - Pierogi, pierogi! W "Ranczu" rozwoziłem bowiem pierogi, które przygotowuje moja żona, Dorota.

Bliskie sÄ… Panu takie wiejskie klimaty?

Czuję je, urodziłem się w Mszczonowie, małym miasteczku 60 kilometrów od Warszawy. Spędzałem też wakacje na wsi.

Czy widział Pan w życiu wielu takich pijaczków jak pod sklepem w Wilkowyjach?
Oj, tak. Za komuny w takich małych miejscowościach ławka pod sklepem to było centrum życia towarzyskiego. Siedząc na niej, można było wszystkich spotkać, dowiedzieć się dokładnie, co u kogo słychać. Bywałem w takich miejscach. Znam smak taniego wina, odpowiednika naszego serialowego Mamrota. Za moich czasów nazywało się ono J-23 (kosztowało 23 złote) albo z francuska Alpageon de la Patique. I słyszałem wiele takich prowadzonych na ławce pod sklepem rozmów o życiu, jak sobie radzić, co zrobić, żeby na pół litra chleba starczyło.

Solejuk to nie pierwsza Pańska postać osobnika nie wylewającego za kołnierz, mówiąc delikatnie. Kilka lat temu podobnego bohatera zagrał Pan w "Pieniądze to nie wszystko". Nie znudzili się oni Panu?
Grywałem też policjantów, a poza tym mam odskocznię w warszawskim Teatrze Powszechnym, gdzie wcielam się w różne postaci dramatyczne. Może kiedyś i na dużym ekranie pokażę się od innej niż komediowa strony?

Wyobraża sobie Pan siebie w innym zawodzie?
Nie. Bywało, że zajmowałem się akwizycją, handlowałem winem, zabawkami, odkurzaczami, ale jedno jest pewne - do innego zawodu się nie nadaję. Niczego innego też, poza aktorstwem i jazdą samochodem, nie umiem.

A kiedy zajmował się Pan handlem?
Kilka lat temu. Pracowałem w teatrze, ale grałem raz, dwa w miesiącu. Telefon milczał. Dopiero "Ranczo" przerwało złą passę. W tym zawodzie trzeba być odpornym psychicznie. Najprostszym i najgorszym wyjściem jest alkohol, ale nie tędy droga. Nie powiem, nie odmawiam, ale trzeba zachować umiar. Jak mówił, świętej pamięci Cezary Julski: - Wódka pita w miarę nie szkodzi w największych ilościach.

Co Pana fascynuje?
Od dawien dawna uwielbiam konie. Pierwszy raz w siodle usiadłem w czasie studiów na obozie w Książu. Potem brałem udział w rajdzie konnym. To wielka frajda tak pędzić przed siebie.

Podobno marzy Pan, żeby na emeryturze zamieszkać na wsi?
To prawda. W moich rodzinnych okolicach w malutkiej wiosce jest stare siedlisko. Wokół drzewa owocowe, których już prawie nigdzie się nie spotyka. Zamierzam tam osiąść, z dala od zgiełku Warszawy. Muszę jednak jeszcze trochę pieniędzy uskładać, żeby zrobić sobie tam mój prywatny dom starców. Marzy mi się stara, góralska chałupa. Znajomy góral obiecał mi taką przewieźć z Podhala.

Rozmawiała Iwona Aleksandrowska

wróc