CIĄGLE MAM POD GÓRKĘ
(Tele Tydzień Nr 19 - 09.05.2005) Znamy go przede wszystkim jako sympatycznego kościelnego z "Plebanii".
Ma Pan w życiu pod górkę? Cały czas, ale lubię, kiedy tak jest, ponieważ to mobilizuje i sprawia, że człowiek stara się stanąć na wysokości zadania. Jeśli mimo i trudności osiągnie się zamierzony cel, wtedy satysfakcja jest naprawdę ogromna. A która górka była najtrudniejsza do zdobycia? Mam rożne podgórki, ale z jedną zmagam się już jakiś czas i jest nią Teatr Pod Górkę, który prowadzę, a o którym można przeczytać na stronie www.teatrpodgorke.pl Wobec tego, jaki cel przed Panem? Jestem w ważnym momencie, ponieważ związałem się z teatrem w Bydgoszczy i chciałbym tam zagrać kilka ról. Oprócz tego mam oczywiście swojego kościelnego w serialu "Plebania", czyli otwieram, zamykam kościół (śmiech) i czasami biję w dzwony. Do tego jest jeszcze Akademia Teatralna... Gdzie jest Pan wykładowcą. Czego uczy Pan przyszłych aktorów? Uczę impostacji. Jest to kształcenie głosu w mówieniu i śpiewaniu. To trudny przedmiot, polegający często na pomocy młodym ludziom w przebudowywaniu głosu. A czy był Pan gotowy, aby wpajać naukę innym, aby wziąć na siebie odpowiedzialność za młodych ludzi? Robię to od 26 lat Myślę, że zostałem solidnie przygotowany. Najpierw byłem bardzo nieśmiałym asystentem wielkich profesorów, m.in. Zofii Mrozowskiej, Tadeusza Łomnickiego czy Andrzeja Łapickiego. A dziś mam kilku studentów, których mogę nazwać moimi wychowankami i jestem z nich dumny. Pana pasją jest pszczelarstwo? Jedną z pasji. Jestem człowiekiem, dla którego bezczynność jest katastrofą. Lubię aktywność i pracę, wtedy wypoczywam. To objawy pracoholizmu Prawdopodobnie tak, ale nie mógłbym żyć inaczej. Im więcej mam zajęć, im więcej mam na głowie, tym jestem szczęśliwszy. Okres pustki byłby katastrofą. Rozmawiała Agnieszka Makowska
|